środa, 28 listopada 2012

Trata ta pędzelki dwa

Przechadzałam się dwa dni temu po Waszych blogach celem popodziwiania i ponatychania się i trafiłam do Guriany, która to zalterowała pędzle. I od razu zaskoczyło! Wiedziałam,że muszę zrobić swoją wersję:)
Dodam jeszcze, że te pędzle Guriany są piękne i w iście Gurianowym stylu:))
Pomysł w ogóle pochodzi od Donny Downey, gdzie można znaleźć mnóstwo pędzelkowych wersji.
Moje pędzelki są.....hmmmm.... takie filozoficzne troszkę, bo zawierają moje gazetowe wierszowane wersy. I mini mandalki:D:D
Światła niestety było za mało, więc zrobiłam małą sesyjkę ogródkową:) I tak nie wyszły za dobrze, ale lepszych już nie będzie.









z chwili na chwilę
życie kręci się wokół
nadążyć nie mogę
Cholera jasna!!!
cieszyć się życiem być
tu i teraz
to moje niebo



Nie wiem co się dzieje
z tym światem
Jedno jednak zrozumiałam
Śmiech jest moją religią
Czy już się dzisiaj śmiałam?


















A zrobiłam je tak: Najpierw je kupiłam, bo starych nie posiadam:)) Potem dwukrotnie zagruntowałam gesso.
Potem zapsikałam glimmerami, owinęłam drucikiem i pomalowałam mandalki. No i przykleiłam wycięte teksty.
Może i bez sensu są te pędzelki, ale bardzo miło i sympatycznie mi się "robiły":)) I miałam dużo frajdy!

Na koniec chciałam dla dobrego humorku przypomnieć Wam fajny skecz:) Jeden z moich "najulubieńszych":D:D:D







Duuuużo śmiechu i radosnego wieczoru życzę!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 26 listopada 2012

Próba powrotu

Chciałabym napisać - wielki powrót:))), ale nie wiem, czy naprawdę mi się to uda. W moim życiorysie znowu pojawiły się pewne zawirowania, parę fajnych chwil i parę ran do wylizania...
Jako że jestem wojowniczka z natury, to i się nie poddaję:) Mam zamiar więc zatopić z się w swoich mandalach, umazać farbami i tym samym wrócić tutaj i odkurzyć stare kąty:)

Dzisiaj mandala w kolorach raczej radosnych malowana z myślą o Kimś pełnym życia i energii.























I już rozmyślam o jakimś następnym "kółku"... A może by też karteczkę?

Ściskam cieplutko i słonecznie!!!!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 18 listopada 2012

Piórkowy eksperyment:)

I raczej jednorazowy. Ale za to mój własny!
Szukałam piórkowych stempli, ale jakoś nie jest to chyba popularny motyw, bo jeśli już, to tylko w jakimś zestawie bywało małe pojedyncze piórko. Cóż więc zrobiłam?
Narysowałam swoje piórka. I mam stempelki piórkowe własnego autorstwa!!!

Dostępne są tu i tu:)









oraz dorobiłam się również swojego autorskiego stempelka:







Stempelki wykonane są przez Efinkę:) Dziękuję pięknie!!! I dziękuję UHKu!!!!!!!!!
Również za to:






Zestawem drucików w odcieniach fioletów jestem wciąż wzruszona :D:D:D

Dużo światła życzę!!!!!!!!! .....bo u nas tu w Zachodniopomorskim ciemno bardzo...
I przez to zdjęcia kiepskie...

wtorek, 13 listopada 2012

Parawanik życzeniowy w gościnie:)

Miałam dziś niezwykły zaszczyt gościć na blogu 3rd eye craft:) Z okazji tej przemiłej zrobiłam parawanik z życzeniami z użyciem stempelków Dryszkowych - róży, serca i żaróweczek.
Oto on:























Baza jest oklejona papierem ze starego podręcznika od chemii:)) Patyczki to tradycyjnie mój płot, a drucik pochodzi z nowo zakupionej partii drucikowej:D


Miłego wieczoru życzę!!!!!!!!!!!

piątek, 9 listopada 2012

Cud sercowy:)

Czasami nie chcemy czuć. Nie chcemy widzieć, słyszeć - albo to wszystko tylko wybiórczo. A tak się nie da. Można żyć w otwarciu. Albo w zamknięciu.
I oto jest tag. Sercowy.
Serce to Dryszkowy stepmpelek. Zembosowany.







 (...) pogodzić się z tym, ze mamy serce i że to serce cierpi, wybuchnąć płaczem - już to jest cudem.
Arnaud Desjardins, Ziarno Mądrości










Już ostatnio chyba wspominałam, że nie mam zbytnio twórczej motywacji, więc rzadziej się tu pojawiam. Nadal tak jest, ale staram się, żeby jednak choć raz na parę dni coś zamieścić na blogu i żeby ten nie  pokrył się kurzem.
Czuję się mniej więcej podobnie, jak prezentuje się moje Kocisko w tym zjawiskowym ujęciu..................






Miłego weekendu życzę!!!!!!!!!!!!!! A Kotek wtóruje machając łapką :DD


poniedziałek, 5 listopada 2012

Tarcza łatana guzikami

Wzięło mnie wczorajszego wieczora na zrobienie "czegoś". I robiło się do pierwszej w nocy. Z przerwą na kąpiel. Jak zwykle w takiej sytuacji nie miało prawa bytu takie coś, jak kolacja... Umyć się musiałam. Tego "instynktu" na całe szczęście nie zatraciłam:DD
A co się zrobiło?
Tarcza. Była już tarcza mocy, tarcza szczęścia i tarcza ochronna. A ta? Proszę o propozycje...:))) Strrrasznie kolorowa, wybitnie oczobitna. Miałam cały czas obawy, co ja robię?... Co to z tego wyjdzie?...
Może Tarcza Spontaniczności?...Albo Radości?...




























A! I dodam, że kończyła się dzisiaj. Zamiast obiadu. O_o (Tu można wyrazić wyrazy współczucia mojemu dziecku, które wróciło ze szkoły...)


Kolorowego, spontanicznego, dobrego dnia życzę!!!!!!!!!!!!!

niedziela, 4 listopada 2012

Inaczej, niż zwykle

Dlaczego inaczej? Ano blog mój z założenia miał być miejscem dla moich prac, ewentualnie fotografii. I nie zamierzam tego zmieniać, ale dopuszczam wyjątki:) I dzisiaj jest ten wyjątek. Nie mam ostatnio motywacji do twórczości. Przypuszczam, że za coś tam wkrótce się wezmę, ale dzisiaj tymczasem opowiem o mojej ostatniej książkowej fascynacji. A raczej zarzucę ewentualnych Zaglądaczy cytatami.........:DDDDD
Tematem książki jest miłość, można powiedzieć studium zdrady - temat banalny, ale dla mnie równie dobrze mogłaby być o czym innym, bo to, co mnie najbardziej urzekło to styl, w jakim powieść jest napisana

Książka autorstwa Anny Janko - Pasja według św. Hanki.




Czytałam z zapartym tchem z ołówkiem pod ręką (lub też za uchem, we włosach, na szyi, czy gdzieś w pościeli:)))
I zakreślałam, zakreślałam...
Jak więc zapowiedziałam - zarzucam cytatami.............


Byłam gotowa na miłość. Po latach mdłości zwymiotowałam swoje przeszłe życie i stanęłam czysta, pusta, głodna i gotowa. Na przyjęcie nowej trucizny, odurzającej już w dawce homeopatycznej.


W młodości dostaje się miłość " z przydziału", ale około czterdziestki? To jest dar szczególny i nie wolno go nie przyjąć.


Być wysłuchanym - to zyskać ważny dowód na własne istnienie.


Ech! Marzenia...To łatwizna, ślina mózgu, prosta animacja, film bez kosztów produkcji! W konfrontacji z kamienną rzeczywistością wszystko znika, jak płatki róż w odkurzaczu o mocy dwóch tysięcy watów. Bo się okazała rzeczywistość kamienna właśnie.


Słuchaj. Posłuchaj mnie. Nakłoń ucho, obejmij mnie swoją uwagą.


Było mi z nią dobrze. Byłam z nią najlepszą sobą, na jaką mnie stać. Pragnęłam naszych spotkań, bo z kimś, kto jest tak harmonijnie wkomponowany w świat, instynktownie chcemy być blisko.


Gdy ma się dziewiętnaście lat i jest się nieśmiertelnym, śmierć innych jest nie do uwierzenia, ale odczuwa się owo bolesne zdumienie, że nie ma dostępu do umarłych.


Zresztą od dawna już nie staram się układać sobie życia, a tylko układać się z losem, gdy trzeba.


Ludzie przeceniają zdradę. Wyolbrzymiają, dramatyzują, uzurpują sobie wyłączne prawo do drugiego człowieka. Szczególnie w młodości. W młodości szczególnie mocno czujemy się właścicielami siebie i "zakontraktowanych" bliskich osób. Wtedy zdrada równa się przestępstwu kradzieży mienia. Gdy zaczynamy się już trochę starzeć, dociera do nas, że nie ma nic na własność, wszystko jest z wypożyczalni, nawet siebie samych nie dostaliśmy na własność.


Co się musi stać, żeby wreszcie coś się stało? Czy po tym wszystkim znajdę jeszcze drzwi do mojego życia?


Jestem cała w strachu. Gdzie ja, tam i on. W ogóle pomysł, że dusza mieszka w ciele, nie wydaje mi się prawdziwy. Chyba raczej ciało jest w niej zanurzone i przez nią przeniknięte.


Czas biegł tak lekko, swobodnie, skąd mogłam wiedzieć, ze biegnie do końca?


I wyjść sobie na dwór, jak gdyby nigdy nic. Po suchej drodze, pod niebem błękitnym. Powędrować sobie beztrosko, jakby życie było wieczne, ludzie doskonali, ziemia - rajską planetą, a Bóg... jakby na pewno był!


Skoro rzeczy istnieć mogą tylko dzięki swemu przeciwieństwu, nie jest ważne, którą stronę wybieramy, i tak będziemy po właściwej.
Wszystko zniknie
albo wszystko zmartwychwstanie,
wszystko jedno.


Od uporczywego milczenia dostaję chrypki, ponieważ w głębi siebie nie przestaję mówić. Moje gardło bezdźwięcznie powtarza wszystkie myśli, wewnętrzne dialogi, a także mowy do ludzkości, które od czasu do czasu wygłaszam sobie od środka.


Opowiadając ci moją historię, wyłaniam się z niej, rozpoznaję własne dzieje, domykam, co niedomknięte, otwieram, co zatrzaśnięte. I wychodzę sobie naprzeciw. Jak echo.


Nie jestem winna. Nie jestem niewinna. Jestem po za kręgiem podejrzeń. Nikt mnie nie widział od środka. Ja sama tylko raz na jakiś czas miałam widzenia ze sobą uwięzioną w sobie.


"Uprawiaj swój ogródek" - radzi Wolter. Uprawiam swój ogródek z widokiem na przepaść. Od czasu do czasu prostuję plecy i patrzę w otchłań. To dar. Jestem wdzięczna Bogu za życie na krawędzi.


Przecież od czasu do czasu trzeba móc oddać siebie komuś, kto się "zna na ludziach", oddać, jak żelazko duszę, do podgrzania na piecu. Oddać siebie, aby rozniecił, rozwinął i poparł to, co jest najgłębszą istotą.


Dziwnie się czuję. Jakbym właśnie przestała czekać, jakbym już przestała przygotowywać swoje życie do użytku. Jest taka cisza, jakbym weszła w oko Losu. Nie czuję szczęścia. Wiem, że nie ma powrotu.
I nic już nie można zmienić, cofnąć, obrócić w żart.


No to teraz mam. Teraz sobie mogę to posmakować. Teraz sobie muszę to unieść. Mogę sobie być teraz pełnym człowiekiem!



To tylko taki malutki wybór, tego co zakreśliłam:DD
Gdybym umiała pisać, to chciałabym właśnie tak. Ale nie umiem. Pozostaje mi podziwianie i kontemplacja tego, co napisał ktoś inny. I pani Anna Janko do takich osób należy. Napisała wcześniej jeszcze jedną powieść - Dziewczyna z zapałkami, która również jest pozakreślana. Ten egzemplarz, który mam. Tylko wtedy nie miałam bloga:)

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam! Zresztą zawsze można nie czytać:))
No i może zabiorę się za jakąś mandalę, czy coś tam innego???...


Miłego wieczoru!!!!!!!!!!


PS. I niech nikogo nie dziwi, że mnie się w ogóle chciało przepisywać książkowe wersy. Kiedyś to bardzo lubiłam robić ręcznie. Do dziś przepisuję cytaty do specjalnego kajecika.
W średniowieczu książki powstawały w sposób ręcznie przepisywany i w tej jednej dziedzinie mogłabym się tam sprawdzić. To prawie, jak medytacja:))) Tyle, że na pewno spalono by mnie na stosie, z tymi moimi poglądami...