piątek, 15 lipca 2016

Jak złoty ptak o cichych skrzydłach

Kilka dni temu odeszła z tego materialnego świata moja babcia. Piszę tak, bo wierzę, że gdzieś tam jest.  W innym wymiarze, niedostępnym naszym ziemskim zmysłom.
I tak przy okazji pomyślałam, żeby poruszyć na blogu temat umierania, który jakby nie było, wciąż pozostaje jednym z tabu w naszej kulturze.


Pewnego dnia, poza tym mięsistym kokonem
wzbiję się jak złoty ptak o cichych skrzydłach,
wdzięcznie, jak smużka dymu
z przygasającego płomienia.

Carlos Castaneda



Moja babcia. Była niewiarygodnie pełna życia. Miała 92 lata. Jej życiorys mógłby wypełnić niezłą książkę. Wspomnę tylko, że przeżyła wojnę, jako nastolatka wywieziona na roboty do Niemiec.
Taką ją zapamiętam...



Pamiętaj przyjacielu, który tu przyszedłeś:
Byłem taki, jak ty.
I ty będziesz taki, jak ja teraz.
Przygotuj się, by pójść w moje ślady.

Napis na kamieniu nagrobnym
na cmentarzu w Ashby, Massachusetts




(...) przygotuj się do do śmierci także po to, aby zintensyfikować i dopełnić swoje życie. Nie licz na to, że endorfiny zrobią wszystko za ciebie, gdy "nadejdzie czas". Kiedy ten czas w końcu nadejdzie, odnajdziesz tylko to, co znalazłeś teraz.

Stephen Levine


***

Nie czekajmy na diagnozę o śmiertelnej chorobie. Już teraz otwórzmy się na łaskę i cud. Nikogo z nas nie stać, by odłożyć tę pracę na później. Nikt nie wie, kiedy nastanie dzień, od którego zacznie się ostatni rok jego życia.

Stephen Levine




Te zdjęcia są sprzed około dwudziestu kilku lat. Ja i babcia :)

Ta fotka jest moją ulubioną. W pokoju kuzynki.
Takie ujęcie hmmm... Artystyczne? :)))



A dlaczego upieram się by podjąć temat śmierci? Bo jej świadomość towarzyszy mi od lat, że kiedyś naprawdę TO się stanie... Chciałabym przejrzeć tę tajemnicę. Nie uciekam na myśl o umieraniu. Nie powiem, że się nie boję. Może to takie instynktowne oswajanie się?
Stąd wydaje mi się, cały ten "rozwój duchowy" się wziął. Dla ludzi, którzy z jednej strony "wyrośli" z religii, ale którzy nadal szukają.
Kilkanaście lat temu, a może nawet dwadzieścia kupiłam sobie książkę Stephena Levine - KTO UMIERA? Sztuka świadomego życia i świadomego umierania. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Dziwię się, że jeszcze o niej nie wspominałam na blogu.
Teraz, po latach, gdy wzięłam ją do ręki - stwierdzam, że ta książka jest o PRZEBUDZENIU!
Autor jest terapeutą pracującym z umierającymi ludźmi. Współpracował z Elisabeth Kubler - Ross. 
I okazuje się, że ludzie, którzy umierając, otwierają się na przebudzenie do swojej prawdziwej natury umierają w spokoju, z uśmiechem na twarzy, pogodzeni ze swoim życiem.



Starcy żyjący jedynie w swoich ciałach, uginają się pod ich ciężarem.
Ci, którzy mieszkają w swoich sercach, emanują światłem.

Stephen Levine



Nasze zagubienie bierze się z odrzucania rzeczywistości takiej, jaka jest; z bezustannego poszukiwania odpowiedzi na pytania, którymi zapełniamy umysł. Odbieramy sobie szansę zrozumienia, jak niekonsekwentne są nasze upodobania i modele. Jesteśmy zagubieni, ponieważ nie jesteśmy naprawdę sobą. Stawiamy sobie bolesne pytania o sens istnienia, a przecież moglibyśmy stać się wolni - wystarczy zbadać ten stan umysłu i odkryć, że jesteśmy jedynie milczącym świadkiem chaosu pytań i odpowiedzi. Prawda może objawić się jedynie w przestrzeni, która nie czepia się "zrozumienia" i nie próbuje szukać dla siebie definicji. W tym obszarze umysłu, gdzie znaleźliśmy miejsce dla "nie wiem", doświadczamy prawdy jako otwartego, ponadczasowego związku z istnieniem. Kiedy jesteśmy zagubieni, płyniemy pod prąd strumienia i chwytamy się jakiejkolwiek odpowiedzi. "Nie wiem" jest po prostu przestrzenią, może pomieścić wszystko, nawet zagubienie. W "nie wiem" nie ma przymusu. Nie zmuszamy umysłu do wysiłku, bo każdy najdrobniejszy jego przejaw zamyka serce.
Być może kwintesencja tej nauki zawarta jest w pytaniu: "Czy potrafisz nie zamykać swego serca nawet w piekle?"


***


(...) Chcemy odpowiedzi na każde pytanie i dlatego w końcu przestajemy pytać: "Kim jestem?". Większość odpowiedzi, które znajduje umysł, służy nam jako wymówka, by nie szukać głębiej.
Odpowiedzi pochodzące z umysłu wprowadzają zamęt. W "nie wiem" nie ma zamętu. Jest tylko prawda.

Stephen Levine



Książki są dwie tego samego autora. Po latach dokupiłam "Gdybyś miał przed sobą rok życia". Obie polecam.




Pracując z ludźmi umierającymi, wielokrotnie miałem okazję przekonać się, do jakiego stopnia schematy i opór przed bezpośrednim doznaniem wzmagają cierpienie. Nasze przywiązanie do modeli i wyobrażeń na temat, jaki "powinien być" świat, wywołuje nawet pewien rodzaj skurczu umysłu.

***

Pewnego dnia Aaron powiedział do mnie z wielkim trudem: (...) W miarę , jak ciało słabnie, ja w pewien sposób czuję się silniejszy. Dzisiaj, kiedy nie jestem w stanie robić tego wszystkiego, co robiłem, żeby być w życiu kimś, odkrywam, jak bardzo było to złudne. Widzę, że moja aktywność izolowała mnie od ludzi, sprawiając, że życie było niemal monotonne, pozbawione smaku. Jakie dziwne wydaje mi się  życie innych ludzi! Tracą tak wiele czasu na wzmacnianie ciała, zdobywanie wykształcenia, kształtowanie osobowości. Są wręcz dumni z tego, że izolują się od innych, rywalizują z nimi i sprawiają im ból. Wygląda na to, ze nikt nie delektuje się życiem. Wszyscy traktują je tak strasznie poważnie. Kiedyś też taki byłem, ale to się skończyło. Nie jestem tym ciałem, które odpada od szkieletu. Nigdy dotąd nie czułem miłości do tylu osób. Nawet nie chodzi o to, ze kocham bliźnich, ale o to, ze czuję miłość. Kocham każdego, kto pojawi się w tej przestrzeni i nie jest to miłość jednej istoty do drugiej. Po prostu wszystkich darzę miłością.  Istniejemy razem w miłości. Dotykam w sobie przestrzeni, jakiej nigdy przedtem nie znałem i w ogóle nie wiedziałem o jej istnieniu.

Stephen Levine



I nie trzeba czekać na jakąś chorobę, żeby dotknąć tej przestrzeni. W każdej chwili, ona tu jest. Już teraz wiem coś o tym. 
Mogłabym tak bez końca wypisywać całe mnóstwo cytatów z tych książek, ale potrzeba na też czasu, więc raczej zachęcam do ich przeczytania.
Na koniec wklejam zdjęcie (sprzed kilkunastu lat) babci ze swoimi czterema córkami. Załapały się też dwie wnuczki (w tym ja) i dwie prawnuczki.
...więc babcia jako seniorka rodu :)))




Pomedytujmy na tą pustą puszką (ciałem - mój przypisek), w której kiedyś mieścił się świat i ze zdumieniem powtórzmy słowa Rabindranatha Tagore: "Tak niewiele mieściło przez długi czas tak wiele". (...)
Zacisnęliśmy nasze ciało jak pięść wokół siły życiowej, próbując przytrzymać ją, żyć w nieskończoność. Takie działanie umniejsza uwagę i wielkoduszność, a w efekcie skraca życie.
Owo zaciskanie tak przykurczyło ciało, ze trzeba czasu, by rozluźniło się i odzyskało naturalną objętość. Rozwarcie tej pięści stanowi akt wiary - trzeba rozluźnić kolejne palce, przezwyciężyć kolejne napięcia, odblokować ciało, by uwolnić ducha i pozwolić mu lekko unosić się w ciele.

Stephen Levine





No i tak dotarłam do końca posta.
Życzę Ci Kochana Babciu, aby Twoje życie tam było piękne, pełne światła i miłości!
:**

7 komentarzy:

  1. Moje kondolencje! Odpuszczajac strach o życie, strach o umieranie żyjemy pełnią. Hm....Rzeka płynie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyrazy współczucia...sam nie tak dawno straciłem dwie najbliższe osoby i wierzę,że kiedyś spotkamy się znowu w takiej czy innej formie (ile religii,tyle filozofii),bez względu na to,co ktoś kiedyś powiedział,czy napisał...Mimo,że odeszli,ciagle są w nas na różne sposoby-najbardziej "namacalny"-geny. Pozdrawiam i życzę spełnienia pod każdym względem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi z powodu śmierci Twojej babci.
    Nawet jeśli jesteś z tym pogodzona i czujesz, że gdzieś tam będzie jej lepiej to i tak na pewno jest Ci smutno, bo zawsze cierpią tylko Ci co zostają...

    Nie lubię tematu śmierci, podchodzę do niej bardzo emocjonalne, nawet jeśli nie dotyczy bezpośrednio mnie.

    Jestem na "świeżo" ze śmiercią ojca mojej koleżanki (w ubiegłym tygodniu), który zmarł po 3 miesiącach od momentu gdy się dowiedział o chorobie oraz śmierci matki mojej uczennicy, która osierociła dwie córki. Jestem wkurzona, oburzona i zła. Mam ochotę krzyczeć i skopać tak coś, że się rozleci. Bo sorry, nie wierzę, że gdzieś coś na nas czeka. To tylko puste słowa, która mają ukoić ból osób, które zostają przy życiu i tracą swoich bliskich.
    Książki o których piszesz też są pewnie takim balsamem dla tych, którzy zostają (choć może i rzeczywiście pomagają też umierającym, którzy rozpaczliwie chcą wierzyć, że jest coś jeszcze).
    Nie chcę umierać! Kocham swoje życie bardzo, każdą jego godzinę, minutę, sekundę. Mimo, że mam jakieś marzenia, plany i zamiary to mogłabym nic w nim nie zmieniać. Chcę tylko żyć!!! Bardzo, rozpaczliwie, całą sobą! Kocham żyć, kocham być!
    Strasznie się boję śmierci! Naturalnie nie chciałabym nigdy chorować, martwić się czy wyjdę z choroby i rozmyślać o tym czego jeszcze nie zrobiłam, nie spróbowałam, nie usłyszałam (i nie przeczytałam - tak, tak o tym też ciągle myślę), ale nie chcę też umrzeć jakąś głupią bezsensowną, przypadkową śmiercią. Nie chcę bać się samochodów, samolotów, pociągów, prądu, piorunów itd... Nie chcę bać się wyjść na koncert czy uroczystość miejską, czy czekając na przystanku na autobus, bo jakiś idiota wypił za dużo i zjechał nagle z ulicy.
    Nie chcę bać się odprowadzić bliskich na lotnisko, bo przecież teraz nigdy nie wiadomo. Nie chcę na wakacje wybierać dziur zabitych dechami, bo tak bezpieczniej...
    Strasznie boję się śmierci i nie chcę umierać. Nic mnie nie przekona, że może być lepiej. Chcę żyć tu i teraz, tu mam wszystko co mi do szczęścia potrzebne.
    Nie chcę też cierpieć przez śmierć bliskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) Zastanawiałam się, co mogłabym Ci odpisać...Rozumiem Twój lęk i gniew. Mnie też nie podoba się to, że musimy umierać. Nie podoba mi się, że narasta w świecie zagrożenie. I można by się złościć, wściekać w nieskończoność. Tylko co to zmieni? Możemy zmieniać tylko to, co da się zmienić, a na wiele rzeczy zupełnie nie mamy wpływu. Tak, jak na śmierć. I ja na przykład jestem tak jakoś skonstruowana, że od młodych lat (a mam 46) szukałam czegoś więcej w życiu, jakiegoś sensu. Nigdy nie dałam się wciągnąć w żadną religię. Nie chcę wierzyć, a doświadczać. Dlatego poszukiwanie tak zwanego "przebudzenia" doprowadziło mnie do zobaczenia wszystkiego z zupełnie innej perspektywy. Coraz częściej zdarza mi się doświadczać swojej prawdziwej natury, która nie ogranicza się do fizycznego ciała. I nie jest to fantasmagoria, czy jakieś tam pocieszanie się tylko rzeczywiste przeżycie. I jak się to wie, to i lęk przed nieznanym znika. Tyle, że tego nie da się opowiedzieć. To tak jakby opowiadać o jakimś smaku. Trzeba go autentycznie spróbować zmysłami. Jeśli chodzi o książki, to autor jest terapeutą o ogromnym doświadczeniu w pracy z umierającymi, więc sądzę, że wie, o czym pisze. Ja tylko dzielę się tym, co moim zdaniem warte jest podzielenia. Warto wiedzieć, że można czuć inaczej. Teraz zresztą nawet nauka powoli dociera do tego, że nie jesteśmy tylko ciałem. I dodam, ze ja też kocham życie, czuć energię w ciele i czuć wszystkimi zmysłami... A tak to jest, ze niestety cierpienie jest częścią życia. Wiem, ze to banał, ale prawdziwy. Świat jest dualny, tylko na ciemnym niebie można zobaczyć gwiazdy, znając smutek możemy bardziej docenić radość. Ja innej drogi nie znam :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  4. Moja ukochana babcia odeszła 12 lat temu i każdego dnia tęsknię.
    Nie, nie można się oswoić ze śmiercią.

    OdpowiedzUsuń
  5. My hearfelt condolence jyoti. you are totally different jyoti, see everything in a different perspective. the thoughts and quotes from the books you share are very enlightening. your parents has chosen the right name for you. In india - Jyoti mean light. Stay blessed dear

    OdpowiedzUsuń