I znowu byłam nad morzem.
Zaczerpnąć ciszy, przestrzenności i odosobnienia.
Tak cudownie bezludnie.
Bez zbędnych rozmów.
Aura tym razem pochmurna, melancholijna, a przez to bardziej metafizyczna.
Zdjęciowo to, po kolei -
kubeczki z kawką i bez, ptactwo, krajobraz i ja doznająca zachwytów,
oraz zażywająca biegów plażowych :D
Czy w dzień, czy w nocy
mam w sobie zawsze
światło.
Wśród hałasu i zamętu
mam w sobie ciszę.
Zawsze
mam w sobie ciszę i światło.
A. Świrszczyńska
Miał być jeszcze inny post, ale zdecydowałam się na ten.
Co się odwlecze, to nie uciecze ;)
Buziolki ślę:**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz