niedziela, 28 sierpnia 2016

Wszystko już na ciebie czeka...

Lato jeszcze trwa, w dodatku w swej gorącej odsłonie, ale przytrafiła mi się impreza - pożegnanie lata :)
...i nie mogłam tak po prostu nie porobić zdjęć. To silniejsze ode mnie.
Zatem porobiłam :) ...i zapozowałam oczywiście :D :D
...no i dzielę się z Wami swoimi wrażeniami.
Pooglądajcie sobie więc :)))))))






































































Pieśń Mahamudry
Szczęścia nie można odnaleźć dzięki woli
lub wzmożonemu wysiłkowi,
bo zawsze jest już obecne,
doskonałe i gotowe,
w rozluźnieniu i zaniechaniu.

Nie niepokój się, nie ma niczego do zrobienia.
Wszystko, co wydarza się w umyśle, 
nie ma najmniejszego nawet znaczenia, 
ponieważ nie jest rzeczywiste. 
Nie chwytaj się tego. Nie oceniaj.
Pozwól, by cała gra rozegrała się sama 
– by powstała i przeminęła 
– nie zmieniaj niczego.

Wszystko się rozpuszcza i zaczyna od nowa, nieprzerwanie.
To tylko nasze poszukiwanie szczęścia nie pozwala nam go zobaczyć.
Przypomina to tęczę, za którą idziemy 
i do której nigdy nie docieramy;
ponieważ szczęście nie istnieje, a jednak zawsze już tu było 
i w każdym momencie ci towarzyszy.

Nie sądzę, że dobre i złe doświadczenia są prawdziwe; są jak tęcze.
Pragnąc osiągnąć niedające się ogarnąć, męczysz się na próżno.
Kiedy tylko „puścisz” to dążenie, przestrzeń się pojawia: 
otwarta, zapraszająca i wygodna,
więc korzystaj z niej.

Wszystko już na ciebie czeka. Nie szukaj dalej.
Nie wyruszaj do nieprzebytej dżungli, by odnaleźć słonia, 
który spokojnie stoi już w domu.
Niczego nie rób. Niczego nie wymuszaj. Niczego nie pragnij. 
– Oto wszystko wydarza się samo z siebie.
GENDYN RINPOCZE




Jak widać, na blogu wciąż fotograficznie. Widocznie tak ma być na razie. 

Piór tym razem nie znalazłam. Widziałam za to orła zataczającego koła na niebie...
Nie uwieczniłam go na zdjęciu, bo aż tak dobrego obiektywu w aparacie nie mam.
Tulam słonecznie :**

sobota, 27 sierpnia 2016

Jak dla mnie zatańczył wszechświat :)

Część druga mojej fotorelacji z Londynu :)
Tym razem dorzuciłam kilka zdjęć z telefonu.
Znowu będzie raczej zielono, ale znajdą się tu dzisiaj również i typowo miejskie krajobrazy.
Jakoś nie czułam, żeby fotografować miasto. Za tłoczno. Wszędzie pędzący gdzieś tłum nie rezonował ze mną. Zresztą pełno jest zdjęć Londynu w internecie. I to, że nie ma tu zdjęć znanych londyńskich miejsc, nie znaczy, że ich nie widziałam.
Szkoda mi było jedynie, ze nie mam foty przy Baker Street, przy domu Sherlocka, ale była straszna kolejka i nie chciałam tracić czasu.

To tyle dziś tytułem wstępu.
Po więcej odsyłam do poprzedniego posta, który zawiera pierwszą część relacji :)




The Regent's Park











Primrose Hill



Codziennie jeździłam busem...







Nad Tamizą, w Richmond















Richmond Park. Najpiękniejsze miejsce w Londynie.
Można tam spotkać zwierzęta, które nie boją się ludzi.
Jest tam także ogrodzony, zamknięty obszar, zwany Wildlife Sanktuary ( Sanktuarium dzikiego życia), ale jakoś nie zrobiłam foty. Nazwa tego miejsca jaka piękna!!!







Zbieraliśmy papuzie (i nie tylko) pióra. W tym miejscu rozlegał się papuzi wrzask i można było ich piór sporo uzbierać.



















Łania... się kłania...:) No... powiedzmy, przygląda się z zainteresowaniem :)



...Daniel obdarzył nas również swoją uwagą... Było ich więcej.







London Eye















Napotkany akrobata...wyginający się w rytm muzyki Michalea Jacksona.











W muzeum sztuki...:)



Wpadliśmy do napotkanej losowo knajpki odsapnąć od łażenia i coś zjeść.



Najpyszniejsze frytki, jakie jadłam...



A to jeżyk, mieszkaniec ogródka przy domu, w którym mieszkałam.



Powrót...





Ty. Jesteś tym, kto zawsze był tutaj. Ty jesteś tym, kto postrzega kreację i grę "ja". Ty jesteś tym, dla kogo tańczy wszechświat. Ty jesteś obecnością, w której fale oceanu pojawiają się i znikają, myśli, uczucia, obrazy, a nawet te słowa.Ty nie jesteś w świecie - świat pojawia się dla ciebie, w twojej obecności.

Jeff Foster





A w ojczyźnie upały przyszły :) Może i dobrze. Pranie szybko schnie, a mam sporo prania :)))))
Nie wiem, kiedy wrócę do malowania. Dawno tak długo nie byłam poza domem i  mocno wybiło mnie to z mojego rytmu. Korzystam jeszcze z wakacji, ale myślę, że niebawem chwycę za pędzle i farby.
Już nigdzie na dłużej nie wybywam w każdym razie :)
Ściskam ciepło wszystkich Tuzaglądaczy :**

piątek, 26 sierpnia 2016

Świętuj swoją wyjątkowość i przestań przepraszać :)

Wróciłam!
Wróciłam z małego miasteczka pod Londynem.
Z Londynu też, bo tam też prawie codziennie bywałam.
Głównie w jego zielonych miejscach. Jest tam tyyyyyle parków! I wiewiórek! I piór...
Sam Londyn jest piękny, ale jednak zbyt tłoczny.
Mnie wołały właśnie te zielone parki pełne cudnych, starych drzew...
Muzea? Też troszkę zobaczyłam, ale wolałam zbierać pióra i karmić wiewiórki :)))))))
 I co jeszcze?
Mieszkałam w domku, gdzie w zupełnej w cichości dzieje się cud miłości. Hałaśliwy świat nie wie, jak pewien skromny, nieustannie żartujący człowiek oddał całe swoje życie, by opiekować się swoją nieuleczalnie chorą wybranką serca. Rycerz. Miałam okazję poznać prawdziwego Rycerza.
Gdyby było choć trochę więcej takich ludzi, świat z pewnością byłby lepszy...!
Chylę czoła...

Ach! I zyskałam nowe imię - Squirrel vel Treehugger, czyli Wiewiórka vel Przytulacz drzew :)))))))

Napstrykałam całą masę zdjęć, z około sześciuset wybrałam mniej więcej 50 fotek i podzieliłam na dwa posty.
Dziś część pierwsza.




Moje pierwsze zdjęcie w England :)
Na motorze, co ma duszę ;)))



...no tylko spójrzcie mu w "oczy"... Czyż nie słodziak? :)))))))))))))))



Pola golfowe..............







...oraz wzniesienia i doliny....



























...i moje ukochane drzewa.......



Wiewiórki!!! Kocham wiewiórki :)
Pierwsza napotkana w Green Park.











Hyde Park.







Greenwich Park.















Głębokie face to face...
Moja Lidzia z wiewiórką :)











W muzeum nauki.



No i taki angielski akcencik :)






ŚWIĘTOWANIE DZIWACZNOŚCI


 Nie zrób z siebie duchowego zombie, pozbawionego pasji i głębokich, ludzkich uczuć.

Niech duchowość stanie się świętowaniem twojej wyjątkowości, a nie wypieraniem się jej. Nigdy nie zgub swojej ekscentryczności, swojej dziwaczności, swojej osobliwości - swoich wyjątkowych i niepowtarzalnych smaczków. Nie udawaj, nie staraj się być "nikim"czy "niczym", albo jakimś transcendentnym i nieosobowym nie-bytem pozbawionym "ja" czy "ego", kimś "ponad ludzkim" - to tylko kolejna wymyślona fiksacja i nikt już tego nie kupuje.
Świętuj to, jak wyraża się twoja wyjątkowość i przestań przepraszać. Kochaj ten doskonale boski, bardzo ludzki bałagan, którym jesteś.
Nie ma tu żadnych autorytetów, nie ma opcji, żeby źle zrozumieć życie. Więc jeśli chcesz, wszystko pojmuj źle. Do woli.

Chybiaj, myl się...świetnie.



Jeff Foster





Z tym cudnym przesłaniem kończę część pierwszą relacji :)
Niebawem część druga.
Do zobaczenia Kochani!