sobota, 29 lutego 2020

W odprężeniu...

Dzień dobry w sobotnie popołudnie:)
Jest przed 17.00, a ja dopiero zjem za chwilkę swoje śniadanie...hiihihi
Często to jest mój jedyny posiłek i właściwie nie nazywam tego śniadaniem, obiadem, czy jakkolwiek. No tak. Ale nie o tym chciałam.
Zrobiłam ostatnio naszyjniczek fioletowy. Naszyjniczek numer 48.
Z włóczką i z ametystem. W środku i w zwisadełku ;)
Powstał za sprawą tej fioletowej korony. Bo do sesji fotograficznej żaden z tych, co miałam, nie pasował. Ale na zdjęciach z lasu i tak go nie widać ;))))))))))
Teraz więc można go w całej okazałości obejrzeć.
Kolor bliższy rzeczywiści jest na zdjęciach zrobionym telefonem. Czyli na tych, na których ja jestem.





























Odpręż się.
Twoje poszukiwania duchowe nie należą w całości do ciebie.
Tropi Cię sam Bóg.


Nitya Meditation



Żegnaj luty!... W ametystowej poświacie ;))))))))))))))
Dżizas...ale ten czas leci... A i czasy ciekawe...
Trzymajcie się ciepło i do następnego razu Kochani! :**

środa, 26 lutego 2020

Tętniące życie samotności

Wybrałam się dziś do lasu.
Z koroną i z różdżką w plecaku.
Poodkrywać Ducha ukrytego w naturze...
...z nadzieją, na to, że usłyszę szept ukryty w milczeniach...
Pobawić się w elfa.
Poczarować.
No i ... no i w końcu chciałam przedstawić duszkom natury moją nową koronę...:)

















































































Czym jest samotność, zaczynamy rozumieć, słysząc

milczenie rzeczy. Uświadamiamy sobie wówczas, że każdy
przedmiot z osobna ma własny oddech, tajemnicę - umarłą
w kamieniu, a przebudzoną w roślinie - rytm ukryty,
albo przejawiony, całego bytu. Dziwna tajemnica samotności
polega na tym, że nie istnieją dla niej istoty bez
duszy. Wszystkie rzeczy mają własną mowę, którą nasza
inteligencja rozszyfrowuje w nieporównywalnych z niczym
milczeniach. Samotności palące, w których wszystko jest
życiem ... Duch śpi w naturze i śni. Chciałbym tłumaczyć
sny roślin.
Także cienie mają własne, niewytłumaczone życie.
Zbyt mało na świecie żyło poetów. Tyle rzeczy pozostało
zamkniętych w samych sobie, obcych własnemu sensowi.
Kto mógłby je ocalić na tych rozłogach samotności,
tożsamych ze światem?

 E.Cioran






Mój aparat nie radzi sobie z ostrością, ale myślę, że chociaż klimat leśnego spaceru udało się pokazać na zdjęciach. 
Moja wyobraźnia jest nienasycona... Może ja pochodzę z jakiejś innej, Hobbitowej planety? Może odzywa się we mnie tęsknota za domem?
Uściski Kochani :**

wtorek, 25 lutego 2020

We Wszechświecie i na Ziemi...

Od dzikiego pasa do... kolejnej korony!
No co ja zrobię, że mam słabość do korony?
Nie jest to tęsknota za władzą, raczej tęsknota za jakimś Fantasy World...
Mam księżyc w rybach i ogólnie neptunowe klimaty są mi bliskie, więc może stąd takie niezbyt praktyczne pomysły mnie nawiedzają...? A teraz właśnie księżyc był w rybach, cały nów był rybach przecież!
Miała to być korona elficka z Hobbita, ale mi nie wyszła. Nie zraziłam się jednak i jakby trochę od niechcenia przerobiłam ją na taką klasyczną, od przodu. (Bo tamta, elficka była uformowana od tyłu głowy.)
Zrobiona jest z drutu i oklejona taśmą malarską, no i zagessowana i pomalowana farbami. Plus parę metalowych ozdóbek. Kluczowym elementem jest spirala.
Jest to więc moja druga korona. Obie na pewno doczekają się foto sesji w naturze. W swoim czasie.
Dzisiaj pokazuję tylko takie zdjęcia, jakie mogłam zrobić w warunkach domowo - piwnicznych.
Wywołałam niesamowite zainteresowanie wśród podwórkowych kotów! Nie zdążyłam zrobić zdjęcia wszystkim. Wystraszyły się aparatu chyba... ale zbiorowisko było naprawdę okazałe! Zostały dwa najodważniejsze.



















































Mój kręgosłup rozpięty między gwiezdną otchłanią a czarnym, milczącym łonem.
Moim ojcem jest Wszechświat.
Moją matką jest Ziemia.
Nigdy nie miałam innych rodziców.

maugo rosa
24.02.20
(fb - Patrzenie w siebie)





Taaaak..... Na bardziej praktyczne pomysły już przestałam liczyć;)))) Szkoda trochę, że za młodu nie poszłam w kierunku kostiumologii, czy czegoś podobnego. Może bynajmniej byłby z tego jakiś pieniądz...Heh...Mogę sobie tyko pogdybać. Za to teraz mam radosne hobby! I sporo frajdy. Korzystam póki mogę. Nikt nie wie przecież, co będzie potem...
Ściskam Kochani cieplutko z głębi mojej elfickiej duszy! :**


niedziela, 23 lutego 2020

Głód piękna...

Eksperymentów ciąg dalszy!
Kupiłam kiedyś sobie na allegro ścinki skór. Głównie do biżuterii.
Ale nie robię tej biżuterii aż tyle, żeby te skórki zużyć i leży więc ona sobie i czeka na moje pomysły...
Aż kilka dni temu przyszło mi coś na myśl. Przeglądałam sobie te kolorowe skrawki i oczyma wyobraźni zobaczyłam w głowie pas. Taki trochę dziki pas ;))))))))
Dwa czerwone kawałki i dwa bordowe się do tego nadały.
Na razie zrobiłam czerwony. Wykorzystałam swoje zasoby, które mogłam do pasa wykorzystać.
Efektem tego jest pas w stylu w połowie z epoki kamienia łupanego, a w połowie z tradycji tańca brzucha...
Nie bardzo do czego mogłam go założyć i powstała we mnie konieczność sięgnięcia po igłę i nici.
Poczułam silne pragnienie uszycia sukni. Choćbym miała to zrobić ręcznie! Znalazłam już w necie materiał, który mi się spodobał i chyba go zamówię. Potrzebuję przynajmniej dwóch, trzech prostych bazowych sukienek, jakich w żadnym sklepie nie ma.
Tymczasem dzisiaj zrobiłam zdjęcia w tym, co znalazłam w szafie, co mogło choć trochę do tego pasa pasować.













































Głód spotkania

Więc co teraz jest do spotkania?

Nękające myśli.
Rozglądanie się za wyjściem z tego, co jest.
Rozglądanie się za sposobami, żeby przebić się do "prawdziwej siebie".
Poczucie, że coś jest nie tak..., że mogłoby być lepiej...
Głód piękna.
Tęsknota za zachwytem samą sobą.
Głód tworzenia piękna.
Głód połączenia.
Głód poczucia, że to ta droga.

maugo rosa
03.02.20

***
Jest jak jest
Koniec z umniejszaniem siebie.

Jeśli ktoś mnie nie rozumie, to żaden powód by wyrzekać się swojej ekspansywności, tego, że występuję z brzegów.


Koniec z kurczeniem się do czyiś rozmiarów, żeby było miło, żeby nie spotkać lekceważenia, pogardy, wściekłości, frustracji…
Kiedyś myślałam, że nie jestem w stanie pomieścić tego, co naniosło teraz - teraz widzę, że wystarczy jedno tak, owszem i wypuszczam znów coś z tego, co niepotrzebnie wlokę za sobą.
maugo rosa
22.02.20





(Wiersze zapożyczyłam z fejsbukowej strony "Patrzenie w siebie".) 
To na dziś chyba wszystko. 
Drugi pas pewnie będzie niebawem. Albo i nie. Nie wiem, kiedy.
Bo w mojej głowie powiewają sukienki. Dłuuugie. Takie trochę średniowieczne. 
Uściski Kochani:**