poniedziałek, 30 marca 2020

Gdy nie musimy niczym być...

Naszyjnik nr 52.
Zrobiony specjalnie do wdzianka w poprzednim poście.
Do innej, klasycznej, prostej kreacji byłby chyba za intensywny.
Ale za to wydał mi się bardzo fotogeniczny.
Zrobiłam go już kilka dni temu, zdjęcia miałam przygotowane i miałam go zamieścić wczoraj, ale tak mi się wczoraj fajnie szydełkowało, że nie chciało mi się zmieniać zajęcia.
Dzisiaj więc wrzucam fotki.





































Cicho siąpi deszcz...
Bije serce...
Jest oddychanie...
Otwartość...
Pustka...
Nic...
To wielka ulga, kiedy zdajmy sobie sprawę, że nie musimy niczym być.

Toni Packer




Ten cytat zamieszczałam już kilka lat temu i dzisiaj przypominam go jeszcze raz. Bardzo go lubię.
I jak wspominałam powyżej - szydełkuję. Efekty pewnie niebawem.
Przytulam wirtualnie Kochani:**

czwartek, 26 marca 2020

W obliczu niewiadomego

No i znów przybywam z nowym postem na bloga.
Życie płynie dalej.
Wdzianko, które dziś prezentuję zaczęłam robić jeszcze za życia Koteczka.
Ostatecznie skończyłam przez ostatnie dni.
Z włóczki bawełnianej,
Róże, czerwienie i fiolety.
Kamizelka z bardzo kobiecą energią.




















































Kiedy nasz świat się rozpada i nagle stajemy w obliczu niewiadomego, jest to moment próby. Należy wówczas zatrzymać się, nie usiłując niczego definiować.

Istotą podróży duchowej nie jest szukanie nieba czy jakiejś krainy szczęśliwości.
Właśnie tego rodzaju oczekiwania sprawiają że wciąż jesteśmy nieszczęśliwi. Trwanie w przeświadczeniu, że możliwe jest znalezienie nieprzemijającej przyjemności, i tym samym uniknięcie bólu, jest nazywane w buddyzmie samsarą – cykliczną formą egzystencji, która nieustannie rodzi cierpienie.


***

Oczekiwania sprawiają, że wciąż jesteśmy nieszczęśliwi.

Pema Cziedryn





Zastanawiałam się, co mi "dawała" obecność futrzaka w domu. A spędzałam tu dużo czasu. I uświadomiłam sobie, że byłam w nieustannym zachwycie, zawsze kiedy go widziałam lub kiedy byliśmy w kontakcie. A w kontakcie byliśmy prawie cały czas. Wyzwalał we mnie całe morze czułości... Trochę tak, jakbym wciąż była na haju...
Rozmawiałam dzisiaj z przyjaciółką i ona stwierdziła, że jego obecność otwierała serce i tym samym podwyższała mi wibracje. Tak. To był wielki dar w moim życiu. Dziękuję.
Wszystkie nasze zwierzaki spełniają taką rolę. Zmiękczają nam serca i uczą nas kochać.
Taaak...
Sama kwarantanna niewiele zmieniła w mojej codzienności. I tak zawsze siedziałam dużo w domu. W samotności, w sensie bez ludzi. 

Przytulam Kochani cieplutko:**

niedziela, 22 marca 2020

Nierozłączni już...

Dzień dobry Kochani.
Dzisiaj bardzo dla mnie smutny post. Zwykle unikam pisania o moim prywatnym życiu, ale tym razem uznałam, że z jakiegoś powodu muszę o tym napisać.
Wczoraj odszedł mój kochany Kotek. W lipcu skończyłby 10 lat.
Oficjalnie zwał się Dylan. A naprawdę Buszkin, Puszkin, Bubka, Bubeczkin, Grubaskin Bubaskin, Bub Dup itd.....
Towarzyszył temu blogowi od samego jego początku.
I nie będzie przesadą, jeśli powiem, że żadna istota (ludzka czy zwierzęca) nie zostawiła takiej wyrwy w moim sercu. Czuję się, jakbym straciła największą miłość swojego życia.
Wylałam dużo łez. I pewnie będzie ich więcej.
Stało się to tak nagle. Wcześniej nie okazywał żadnych widocznych objawów cierpienia. A okazało się, że miał opuchnięte płuca, osłabione serce i niedowład układu krwionośnego. Nagle miał trudności z oddychaniem. Z godziny na godzinę spadała mu temperatura poniżej normy. Za późno już było na leczenie. Gasł. Cierpiał tak bardzo, że po konsultacji z  weterynarzem postanowiłam go uśpić. Nie mogłam znieść patrzenia, jak się dusi i czekać aż sam odejdzie.
Wiedziałam, że kiedyś będę musiała się zmierzyć z odejściem Kota, ale myślałam, że jednak pożyje trochę dłużej. No i zaskoczyło mnie, jak bardzo mnie to zabolało. Wiem, że dla żyjących prawie każda śmierć boli, ale skala tego bólu okazała się zaskakująca.
Dawno nie zamieszczałam tutaj zdjęć mojego Kociska, no i postanowiłam zamieścić taki pożegnalny post z jego zdjęciami. Przerzuciłam z telefonu wszystkie zdjęcia z ostatniego mniej więcej roku i wybrałam dwadzieścia. Nie są najlepszej jakości, ale pokazują ostatnie chwile z jego życia. Ostatnia fotka jest ostatnią, jaką mu w ogóle zrobiłam.
Jego małe puchate ciałko leży zakopane głęboko w moim ogródku. Mam nadzieję, że znalazł się w Kocim Raju.
A ja muszę się nauczyć żyć bez niego. Nie pamiętam już, jak to było...

































































Bez powodu kochamy,
bez przyczyny tańczymy
przez moment wspólny taniec
i bez powodu odchodzimy
pozostając na głębokich poziomach
nierozłączni już.

Nulina




Ach! Nikt mnie już nie obudzi o piątej rano domagając się jedzenia...Nikt już tak wdzięcznie nie pomiauczy  we wspólnej kocio człowieczej konwersacji. Nikt tak nie ucieszy się na mój widok kochając bez powodu. 
Nastał koniec pewnej epoki. 
Good bye Kocisko moje kochane...:**

wtorek, 17 marca 2020

W zasłuchanych rękach

Nie miało być już naszyjnika.
Ale co ja tam mogę... Nigdy nie wiem, kędy którędy owędy wena mnie poprowadzi...:))))))))))))
Se mogę planować...hihihihi...
Naszyjniczek numer 51.
Składa się z kawałków skórek, koralików, sznurków i jedwabiu sari.
Kobaltowe klimaty :)









































Nie zauważyłeś nigdy, jak dobrze nagle zaczynają czuć się małe i pogardzane przedmioty, gdy trafiają w czułe i wrażliwe ręce człowieka samotnego? Są jak małe ptaki powracające do życia, zaczynają się poruszać, budzą się, ich serce bije, wzbierając i opadając w zasłuchanych rękach niczym najwspanialsza fala potężnego morza.
Rainer Maria Rilke –
Dziennik schmargendorfski






Całkiem dobrze mi podczas kwarantanny (no, może trochę brakuje mi kontaktu z naturą), chociaż jako istota sensytywna czuję ten lęk wiszący w eterze. I nie o wirusa chodzi. Osobiście się go zresztą nie boję. Coś dzieje ze światem. Żyjemy w czasach jakiegoś przełomu...A porodom zawsze towarzyszy ból... Oby na dobre nam to wyszło.
Uściski cieplutkie ślę:**