wtorek, 17 marca 2020

W zasłuchanych rękach

Nie miało być już naszyjnika.
Ale co ja tam mogę... Nigdy nie wiem, kędy którędy owędy wena mnie poprowadzi...:))))))))))))
Se mogę planować...hihihihi...
Naszyjniczek numer 51.
Składa się z kawałków skórek, koralików, sznurków i jedwabiu sari.
Kobaltowe klimaty :)









































Nie zauważyłeś nigdy, jak dobrze nagle zaczynają czuć się małe i pogardzane przedmioty, gdy trafiają w czułe i wrażliwe ręce człowieka samotnego? Są jak małe ptaki powracające do życia, zaczynają się poruszać, budzą się, ich serce bije, wzbierając i opadając w zasłuchanych rękach niczym najwspanialsza fala potężnego morza.
Rainer Maria Rilke –
Dziennik schmargendorfski






Całkiem dobrze mi podczas kwarantanny (no, może trochę brakuje mi kontaktu z naturą), chociaż jako istota sensytywna czuję ten lęk wiszący w eterze. I nie o wirusa chodzi. Osobiście się go zresztą nie boję. Coś dzieje ze światem. Żyjemy w czasach jakiegoś przełomu...A porodom zawsze towarzyszy ból... Oby na dobre nam to wyszło.
Uściski cieplutkie ślę:**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz