środa, 6 maja 2015

Wkraczając na bezdrożny ląd

Miesiąc temu obiecywałam, że  napiszę o tej książce.
A raczej wrzucę tu garść cytatów. Tyle ile zdołam przepisać, bo przepisywanie jest dość żmudne, a ja nie piszę jak sekretarka :)
Sama książka nie jest może dla mnie czymś odkrywczym, a prędzej przypominaczem  - otrząsaczem, kiedy za bardzo utknę w swoich myślach... Jest lekko napisana, szybko i miło mi się ją czytało, co też jest dużym atutem, w sytuacji, kiedy większość książek o przebudzeniu stała się dla mnie nużąca.
No to...zaczynamy...

Marcel Messing - bezdrożny ląd, płynąc jak woda.







***

Aby znaleźć się na bezdrożnym lądzie, musimy rozpocząć badanie wszystkiego. (...)
Możemy być światłem sami dla siebie. Tu rozpoczyna się nasza wolność! Lepiej samemu dociec, kim lub czym naprawdę jesteśmy, zamiast wierzyć objawieniom, wizjom albo pozaziemskim przesłaniom, które niczym mgła przesłaniają czyste niebo świadomości.

***

Wyzwolenie nie ma nic wspólnego z wyzbyciem się uczuć. Uczucia będą trwać zawsze, choć nie będzie już "ja", które czuje. Wszelkie przywiązanie zostało zdmuchnięte. (...)
Kiedy roztopi się "ja", pojawi się milczący świadek, siła życia nie do zgłębienia, wieczny wiatr życia, w którym wszystkie rzeczy są takie, jakie są. 

***

Odrębne "ja" pojawia się, kiedy rozpoczyna się proces myślenia. Pod nieobecność myślenia jest tylko nieskończona przestrzeń, wszechświadomość, istnienie bez "ja". Myślenie stwarza podział. Rozszczepia świat na podmiot i przedmiot, dobro i zło, wysoko i nisko, Boga i człowieka, na światło i ciemność. (...)
Spożywając bezustannie z drzewa poznania, myśliciel utracił swoją niewinność i prostotę. Uważa siebie za nadzwyczaj mądrego i wierzy, że wszystko w życiu, nawet misterium, można mocą intelektu poddać analizie, zweryfikować i wyjaśnić.
Analityczne myślenie przypomina obieranie cebuli. Już po krótkim czasie stoi się z ręką pełną łupin i łzami w oczach.

***

W przeciwieństwie do protezy zębowej, umysłu nie można wyjąć z ciała. Gdziekolwiek jesteśmy, on jest z nami.  Właściwie zawsze jesteśmy zatopieni w myślach albo rozważamy nasze myśli. Wirujących w naszej głowie myśli nie uspokoimy innymi. Kto je sobie z najwyższą uwagą uświadomi - bez osądu, aprobaty bądź odrzucenia - dostrzeże, iż miedzy myślami pojawia się szczelina rozszerzająca się w miarę koncentracji. I nagle otwiera się niezmierzone niebo. Zupełnie puste.  Bez idei, koncepcji i refleksji. Bez myśli i, przede wszystkim, bez myślącego.  Pełna świadomość. Totalna energia. Niezgłębiona cisza. Absolutna wolność.

***

Jest ścisły związek między zadręczaniem siebie, a dręczeniem przez szatana. Święty i łotr, anioł i diabeł sąsiadują ze sobą. Ich ręce i stopy stykają się w tym samym domu świadomości.  Kto chce być świętym, niech lepiej wejrzy głęboko we własną świadomość, gdzie świetlista aureola świętego ma ciemne obrzeże.  Głowa świętego i łotra spoczywa na tej samej szyi. (...)
Lewa i prawa strona, dobro i zło, światło i ciemność są braćmi bliźniakami. Kto zaprasza jednego z nich, musi powitać i drugiego. Dwoistość powstaje, gdy oba przeciwne bieguny są rozdzielone. (...)
Umysł staje się piłką w tej grze przeciwieństw.

***

To, czym naprawdę jesteśmy, zawsze nosimy ze sobą. Nie ma ono potrzeby żadnej sławy ani chwały. Kiedy poznamy, że jesteśmy nikim, wszelkie nierozsądne pojęcia ześlizną się z nas niczym krople wody z piór ptaka. Stwierdziwszy, że wszystkie rzeczy są puste, będziemy mogli żyć jak pusta w środku trzcina nad wodą. Nawet najsilniejszy wiatr jej nie złamie, gdyż stanowi z wiatrem jedno.

***

Wysławianie Boga w modlitwie jest niepotrzebne, nawet gdy nawołują do tego wszystkie święte pisma. Płynąca ze szczerego serca dziękczynna lub pochwalna modlitwa może dopomóc w skupieniu umysłu lub wytworzeniu atmosfery wdzięczności. Boga to jednak nie poruszy. Bóg nie ma ego i nie jest podatny na pochwały albo krytykę, wdzięczność czy obwinianie. Bóg jest naszą własną, największą głębią, prapodłożem wszelkiej przyczyny i ponad wszelkimi przeciwieństwami. Wszystkie nasze życzenia są dla Boga bez znaczenia. Kiedy coś otrzymujemy, jest to reakcją na działanie naszego pragnącego umysłu, wynikiem naszych myśli, słów lub czynów. Dlatego możemy być pewni, że wszystko o co prosimy, prędzej czy później otrzymamy. Dla naszego dobra albo i nie.

***

Wszelkie działania przebiegają bezosobowo. W całym wszechświecie nie ma nikogo, kto działa, a mimo to wszystko dzieje się perfekcyjnie. Nie ma nikogo, kto coś ustala albo czymś kieruje, a jednak panuje doskonały porządek, nawet w tak zwanym chaosie.

***

Nieba i piekła znajdują się jednak wyłącznie w umyśle.

***

Słowo "Bóg" jest tak skalane i nadużywane, iż wydaje się, że lepiej jest milczeć. Właściwie po każdym jego użyciu musielibyśmy wypłukać usta. Nie można nazwać niewysłowionego. Każda próba nazwania jest jak usiłowanie przywiązania płynącej wody za pomocą postronka. I nie ma znaczenia, czy nadamy Bogu tysiąc i jedno imię, lub powiemy, że Jego imienia nie da się wypowiedzieć, albo że jest ono tajemne. Twierdzenie, iż Bóg istnieje albo nie, zwalczanie Go lub oddawanie Mu czci są jedynie skazanymi na niepowodzenie próbami przybliżenia nienazwanego.
Chęć zbliżenia się do czegoś zakłada istnienie dystansu.  To, co bliższe jest od rąk, stóp i naszej aorty, nie zna odległości - jest czystym Bytem. Co jest Jednym, nie toleruje podziału.
Jak góra Mount Everest nie czuje się mile łechtana niezliczonymi jedwabnymi chustkami, którymi dotyka się jej szczytu, tak Boga nie wzrusza to, co o Nim myślimy albo mówimy - pozytywnie lub negatywnie. To, co myślimy albo mówimy, powraca do nas.

***

"Ja" ma niezliczone wyobrażenia o tym, jak mogłoby wyglądać oświecenie. Człowiek wstępuję w dźwięku trąb do świata zalanego światłem, ogarniają go wizje z towarzyszącą niebiańską muzyką i kolorami oraz dostępuje szczytu błogości. Nie ma to nic wspólnego z oświeceniem, a przypomina bardziej "duchowy teatr". Prawie wszystko, co oferowane jest dziś jako ezoteryka bądź "literatura oświecenia", jest po to, aby w mniej lub bardziej subtelny sposób strugać, polerować i umacniać ego.

***

(...) oświecenie jest blisko, tak namacalnie blisko...że wybuchnie donośnym śmiechem, gdy oświecenie go zaskoczy.

***

Nikt nie może zostać oświecony, gdyż nie ma czegoś takiego, jak "ktoś". Chęć osiągnięcia czegoś i stania się kimś tworzy dystans, dwoistość. U naszego boku staną wtedy natychmiast księża, mułłowie, rabini, pastorzy i guru, gotowi jako wybawcy przeprowadzić nas na "drugi brzeg" za pomocą modlitw, świętych tekstów, rytuałów i ceremonii. Lecz nie istnieje ani ten ani tamten brzeg, nie ma ani tutaj, ani tam. Oświecenie jest doświadczeniem bezpośrednim.

***

Bycie nikim, brak chęci zostania kimś, nagi umysł wyzwolony od wyobrażeń i poglądów. Życie w prostocie. Bez celu, bez drogi, bez metody. Możliwe, że to głupota w oczach wielu ludzi i kamień obrazy dla księży i badaczy świadomości. Jedno zaistnieje, kiedy mnie już więcej nie będzie.

***

Wyobraź sobie, że spacerujesz wzdłuż plaży i napotykasz na wspaniały piaskowy zamek z wieżyczkami. Ktoś ci tłumaczy, że to wiatr uformował przypadkiem ten zamek. Czy uwierzyłbyś w to? Wyobraź sobie, że będąc na łonie natury, natknąłeś się na złoty zegar sprzed wieku i ktoś ci mówi, że zegar stał tu zawsze. Czy uwierzyłbyś? Wyobraź sobie, że stoisz przed Strażą nocną Rembrandta i ktoś cię informuje, że ten obraz powstał w efekcie przypadkowego rozmieszczenia plam farb. Dałbyś temu wiarę? Wyobraź sobie, iż otrzymałeś wspaniałą powieść i ktoś ci wyjaśnia, że litery połączyły się same, tworząc tekst tej książki. Uwierzyłbyś w to?

***

Jak sitem nie złapiemy powietrza, tak analityczny umysł nie pojmie świadomości. Jak po rozłożeniu radia na części nie wydobędziemy z niego dźwięku, tak nie odnajdziemy świadomości, posługując się analitycznym umysłem. Lecz po złożeniu radia i włożeniu wtyczki do gniazdka popłynie z niego głos. Dopiero kiedy usuniemy wszelki aspekt dzielącego myślenia, zamanifestuje się wszechświadomość. Bez jaźni, czysta, niezgłębiona i swobodna. To my jesteśmy wtyczką świadomości.

***


(Pogrubienia moje są.) 
Może kogoś te słowa zainspirują? Uprzytomnią, gdy umysł znów zabłądzi w swych rozważaniach? Może uderzą kogoś jak obuchem w głowę przywracając do pionu?
Mnie przywracają pion.
Nadzieję mam również, iż nie popełniłam w tym całym przepisywaniu zbyt wielu pomyłek lub błędów:)))))










A dla nakarmienia oczu piękny bukiet różowych tulipanów kłania się...:)))))))))
I ja się kłaniam nisko moim Kochanym Tuzaglądaczom:**

1 komentarz: