czwartek, 21 kwietnia 2016

Ziemia przepełniona niebem

Wspominałam ostatnio, że czytam ciekawą książkę, prawda?
Właśnie skończyłam i koniecznie muszę się tym z Wami podzielić. Tym, jaka piękna to książka i jakie piękne niesie przesłanie.
Jest to autentyczna historia pewniej kobiety, która zachorowała na raka i w końcu będąc w terminalnym stanie przeżyła stan bliski śmierci, tzw po angielsku NDE, po czym po wybudzeniu nieoczekiwanie, ku zdumieniu lekarzy wyzdrowiała... Wróciła do życia i dzieli się tym, czego doświadczyła - z każdym, kto chce słuchać...
Anita Moorjani, bo tak się nazywa autorka i jednocześnie bohaterka książki, wszystko, co przeżyła opisuje w swojej książce. Począwszy od urodzin prowadzi czytelnika po swoim życiu i naprowadza na przyczyny, które zaprowadziły ją do choroby.
Książka nosi tytuł - Umrzeć by stać się sobą.
Wrzucam jak zwykle przy takiej okazji garść smakowitych cytatów.:)
Może kogoś zainspirują te słowa. Może ktoś sięgnie po tę książkę.
Mnie ta opowieść przywołała do porządku, przypomniała by zawsze, kiedy tylko pamiętam powracać do siebie.
Do siebie jako do ISTNIENIA.
...bo niestety zbyt często o tym ostatnio zapominałam...






***

W tym stanie jasności zrozumiałam też, że nie jestem tym, kim myślałam: oto jestem, bez mojego ciała, rasy, kultury, religii czy przekonań...a jednak nadal istnieję! Czym więc jestem? Kim jestem? Z pewnością nie czuję się mniejsza, czy zredukowana w jakiś sposób. Przeciwnie, nigdy nie byłam tak ogromna, tak silna, obejmująca sobą praktycznie wszystko. Ach, nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego! 

***

Aby osiągnąć ten stan przyzwolenia, jedyną rzeczą jaka była ode mnie wymagana było bycie sobą! Zrozumiałam, że wszystko, co powinnam była robić przez te lata, to być sobą, bez oceniania czy uczucia, ze jestem porażką. Równocześnie zrozumiałam, że w gruncie rzeczy nasze istnienie jest czystą miłością. Jesteśmy czystą miłością - każdy z nas. Jakże mogłoby być inaczej, skoro pochodzimy od całości i do niej wracamy? Wiedziałam, ze zrozumienie tego oznacza, aby nigdy nie bać się tego kim jesteśmy. Dlatego bycie miłością i bycie prawdziwym sobą to jedno i to samo.

***

(...) Zauważyłam, że stałam się niespokojna i niecierpliwa w sytuacjach socjalnych. Nie potrafiłam usiedzieć przez dłuższy czas w miejscu czy zaangażować się w dyskusjach dnia powszedniego.
Zauważyłam, że ludzie utracili zdolność dostrzegania magii życia. Nie podzielali mojego entuzjazmu czy zachwytu otoczeniem - po prostu samym faktem, że żyjemy. Zdawali się być złapani w rutynę i ich umysły stale skupiały się  na tym, co następne mają do zrobienia. Dokładnie to samo robiłam przed moim NDE. Wszyscy byli w pułapce robienia, a zapomnieli, jak to jest po prostu być i żyć chwilą.

***

Kiedy sprawy wydawały się trudne, ambitne, zamiast próbować je zmieniać fizycznie (co często robiłam przed moim NDE), zaczęłam rozwiązywać je z poziomu wewnętrznego. Jeśli jestem zestresowana, niespokojna, nieszczęśliwa czy coś w tym rodzaju, zwracam się do wewnątrz i tam najpierw szukam rozwiązania. Siedzę samotnie, spaceruję na łonie natury albo słucham muzyki, aż dotrę do stanu samoświadomości, gdzie czuję się spokojna i pozbierana. Zauważyłam, ze kiedy to robię, moje otoczenie też się zmienia i wiele przeszkód po prostu znika bez mojej interwencji.

***

Pragnę wyjaśnić, że moje uzdrowienie zrodziło się nie tyle ze zmiany w stanie mojego umysłu czy przekonań, ale z przyzwolenia, aby moja dusza wreszcie przeze mnie emanowała. Wiele osób pyta, czy wpływ na moje uzdrowienie miało coś takiego, jak pozytywne myślenie, a moja odpowiedź brzmi nie. Stan, w jaki się znajdowałam podczas mojego NDE, był ponad umysłem, a wyzdrowiałam dlatego, że moje niszczące myśli usunęły się z drogi. Nie znajdowałam się w stanie myślenia, lecz w stanie bycia. 

***

Tak więc nie, to nie moje przekonania spowodowały moje uzdrowienie. Moje NDE było stanem czystej świadomości, która jest całkowitym zawieszeniem wszystkich wcześniej wyznawanych doktryn i dogmatów. Pozwoliło to mojemu ciału "odpocząć". Innymi słowy, do mojego uzdrowienia potrzebna była wolność od przekonań.

***

Największą siłę mam wtedy, kiedy pozwalam sobie być taką, jaką życie chciało mnie uczynić - dlatego moje uzdrowienie nastąpiło dopiero wtedy, kiedy zaprzestałam wszystkich przytomnych działań z mojej strony, a ster przejęła siła życia. Innymi słowy, największą moc mam wtedy, kiedy pracuję z życiem, a nie przeciwko niemu.

***

Nieszczęściem jest, że odpowiedzi szukamy poza sobą - w religiach, medycynie, badaniach naukowych, książkach i innych ludziach. Sądzimy, że prawda jest gdzieś tam, w świecie zewnętrznym, ciągle nieuchwytna. A jednak, kiedy to robimy, stajemy się coraz bardziej zagubieni i oddalamy się coraz bardziej od tego, kim naprawdę jesteśmy. Cały wszechświat jest w nas. Moje odpowiedzi są we mnie, a twoje są w tobie. Wszystko, co z pozoru dzieje się na zewnątrz, ma miejsce po to, aby nas rozwinąć i zabrać z powrotem do tego, kim naprawdę jesteśmy.

***

Kiedy żyjemy całkowicie w umyśle przez jakiś czas, tracimy sens naszego nieskończonego ja i zaczynamy czuć się zagubieni. Dzieje się tak wtedy, gdy jesteśmy w trybie robienia, zamiast bycia. To drugie oznacza życie w duszy i jest stanem przyzwolenia. Oznacza pozwolenie sobie na bycie tym, kim i czym jesteśmy bez osądzania. Bycie nie oznacza, ze nie robimy nic. Chodzi jedynie o to, że nasze działania wynikają ze słuchania naszych emocji i uczuć, podczas gdy stale jesteśmy obecni w danej chwili. Robienie natomiast jest skupione na przyszłości, a umysł tworzy serię zadań, które odciągają nas od "teraz" do "wtedy", aby osiągnąć pewien rezultat, bez względu na nasz obecny stan emocjonalny.

***

Jednak kiedy naprawdę łączymy się z nami takimi, jakimi wszechświat chciał nas widzieć - i dostrajamy się do emocji, które nas motywują - łączymy się z duszą naszej wspaniałości. Czujemy klarowność, kiedy dajemy przyzwolenie na tę łączność, i odzyskujemy naszą siłę, a życie zaczyna nam się układać.

***

Osobiście nie czuję potrzeby modlitwy do zewnętrznego Boga, który jest ode mnie oddzielony, bo wiem, że zawsze jestem Jednym z wszechświatem, przez cały czas. Dlatego czuję, że moje życie samo w sobie jest modlitwą. Medytację uważam za bardzo pomocną, ponieważ uspokaja ona mój umysł i pomaga skupić się na centralnym punkcie świadomości, w którym czuję moje połączenie ze wszystkim, co jest zawarte w Całości. Medytacja może nie wywoływać tego podniosłego stanu u wszystkich, ale to jest w porządku. Ważne, aby robić to, co współgra właśnie z nami.

***
Stan czystego przyzwolenia wydaje się być tym, w czym może się wydarzyć najwięcej pozytywnych zmian. Pozwól sobie na bycie sobą, bez względu na to, kim jesteś, i korzystaj ze wszystkiego, co daje ci poczucie, że żyjesz.

***

Nieważne, czy mam zły dzień albo tydzień. Ważniejsze jest, jak czuję się ze sobą, kiedy mierzę się z tym dniem czy tygodniem. Chodzi o zaufanie do procesu nawet wtedy, kiedy przychodzi mi stanąć twarzą w twarz z trudnościami i nie bać się, że poczuję niepokój, smutek, lęk, zamiast tłumić to wszystko, zanim te emocje miną. Chodzi o przyzwolenie sobie na bycie uczciwą wobec siebie takiej jaka jestem. Dzięki temu uczucie rozmyje się i będzie pojawiać się coraz rzadziej.

***

Chciałabym, abyś wiedział, że każda cząstka ciebie jest wspaniała -
twoje ego, intelekt, ciało i duch. To ty - piękny efekt twórczej pracy wszechświata. Każdy aspekt ciebie jest doskonały. Nie ma nic do odpuszczenia, nic do wybaczania, nic do osiągania. Jesteś już wszystkim czym musisz być.

Anita Moorjani
Umrzeć by stać się sobą









Ziemia przepełniona jest niebem, a każdy najzwyklejszy krzak stoi w boskich płomieniach.

Elizabeth Barret Browning




Mam nadzieję, że popłynęło do Was Kochani z tych słów choć troszkę światła i miłości...:)
Tak jak do mnie.
A światłem trzeba się dzielić, prawda?
Ściskam cieplutko:**

3 komentarze:

  1. Thanks jyoti. i was feeling very low today. After reading these, my spirits are high. thanks for sharing.

    OdpowiedzUsuń
  2. FAjowskie, fajnie, że Ci się chciało powypisywać :)

    OdpowiedzUsuń