piątek, 13 grudnia 2019

Z otwartym sercem...

Naszyjnik numer 44.
Trzeci i ostatni z czarnej serii.
Z odrobiną niebieskiego.
Powstał już jakiś czas temu, ale powaliła mnie angina ropna i cały tydzień spędziłam kurując się i grzejąc w ciepłym łóżku, pod dwoma kołdrami :)))))
Nie miałam więc ochoty na żadne zdjęcia.
Dziś już mi wyraźnie lepiej, choć jeszcze kaszlę oraz chrząkam i chrumkam :)))))
A oto ostatnie dzieło moje...hihiihi




























Przyjmowanie życia z otwartym sercem
jest całą ascezą, jakiej potrzebujesz.

Nisargadatta Maharaj




No i to by było tyle w kwestii koralików. 
Chcę już czegoś innego porobić, choć wciąż jeszcze osłabiona jestem. Głowa i ręce są chętne, ale ciało mówi "nie moja droga, do łóżeczka proszę". Czekam więc na pełny powrót do formy. A paciorkowcom mówię już "żegnajcie zbójcy! Dziękuję za wzbogacenie mojego doświadczenia. Było (nie)miło. Papa ".
Uściski ślę:**


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz